Prezeska i Zarząd Stowarzyszenia Międzynarodowe
Triennale Grafiki w Krakowie oraz Artystka zapraszają na wernisaż wystawy
Triennale Grafiki w Krakowie oraz Artystka zapraszają na wernisaż wystawy
Małgorzata Stanielewicz | Hortus conclusus
wernisaż 6 maja 2026, godz. 18.00
wystawa czynna 6-27.05.2026
Rynek Główny 29, II piętro
MCSG czynne w dniach:
pon., wt., 10:00-14.30, śr. 10:00-14:00; czw., pt. 10:00-15:00
wystawa czynna 6-27.05.2026
Rynek Główny 29, II piętro
MCSG czynne w dniach:
pon., wt., 10:00-14.30, śr. 10:00-14:00; czw., pt. 10:00-15:00
Stając się właścicielką niewielkiego podmiejskiego ogrodu zostałam zakładnikiem corocznego cyklu przemian zachodzących w przyrodzie – powtarzającego się procesu odrodzenia i destrukcji. Wcześniej, będąc wrocławianką nie przywiązywałam większej uwagi do zmian pór roku, w mieście można tego nie zauważać.
Każdego roku przeżywam jesienne obumieranie ogrodu tak jakby proces ten był nieodwracalny. Potem z niecierpliwością czekam na wiosnę, na szczęście ten cud zdarza się co roku.
Od lat zwiedzam ogrody historyczne, botaniczne, jak się uda również prywatne, podróżując wyszukuję te enklawy spokoju. Ten ostatni cykl wpisuje się
w moje zainteresowania estetyką zmian związanych z przemijaniem, które zachodzą zarówno w tkance miejskiej jak i w przyrodzie.
Nie bez powodu temat ten pojawił się jako rodzaj wytchnienia zaraz po cyklu „Pejzaż uboczny” traktującym o pejzażu poprzemysłowym niekiedy apokaliptycznym. W pracach z tego okresu przewijał się pejzaż zdegradowany przez naszą ludzką roszczeniowość wobec natury.
Wszystko wokół nas się zmienia – materia, idee, nasza cielesność. Dla twórcy naturalnym odruchem jest próba uchwycenia czasu, zatrzymanie na chwilę przynajmniej jakiejś emocji. Świat,
w którym żyjemy staje się coraz bardziej nierealny. Szukamy schronienia przed inwazją świata zewnętrznego.
Człowiek i jego ogród to związek oparty na wzajemności, współdziałaniu z przyrodą. To jedna z najpiękniejszych aktywności człowieka. Ogród to jednocześnie miejsce odpoczynku od rzeczywistości zewnętrznej jak i miejsce pracy, twórczych działań. To przestrzeń fizyczna i duchowa. Człowiek jest tutaj jednocześnie twórcą i odbiorcą swojego „dzieła”. Pracując nad ogrodem staram się zamknąć w tej niewielkiej przestrzeni swój „wzór” ogrodu. Potrzebuję otulić się namiastką raju, czystej przyjemności. „Panuję” nad tym małym zakątkiem, zwabiam do niego ptaki i owady, to moja zielona mikroprzestrzeń zamknięta ścianą wysokich drzew, mój azyl.
Temat okazał się bardzo pojemny, rozwijał się w różnych kierunkach. Najpierw powstał cykl Giardino Segreto – prace inspirowane czy to utworem literackim – „Ogród o rozwidlających się ścieżkach” Borgesa z motywem labiryntu oraz „Noc w labiryncie” czy Rzymem i jego pompatycznością – „Ogród rzymski”.
Wiele lat temu zwiedzałam jedną z rezydencji Medyceuszy pod Florencją Willę La Petraia, zachwyciły mnie wyeksponowane w jej przestrzeni weduty Giusto Utensa przedstawiające kilkanaście posiadłości wraz z przyległościami – z ogrodami, lasami, polami. Wykorzystałam formę „lunety” do przedstawienia ogrodów wrocławskich. Pierwszy był „Ogród Laurentiusa Scholtza” powstały pod koniec XVI wieku w obrębie murów miejskich. Dzisiaj to obszar w samym centrum między ul. Kołłątaja a Mierniczą. Ogród niewielki, ale znany w Europie z nowych sprowadzanych ze świata roślin leczniczych i ozdobnych. Jego twórca, miejscowy humanista i aptekarz, stworzył przestrzeń, która była miejscem spotkań dla miejscowej elity.
W drugiej pracy znalazły się ogrody Ossolineum oraz zamknięte zielone przestrzenie w pobliskim klasztorze i dziedziniec uniwersytetu. Trzecia to założenia ogrodowe po drugiej stronie Odry – zamknięte ogrody klasztorne, biskupie oraz ogród botaniczny.
Instalacja, którą pokazałam w Galeriii ConcordiaDesign w zeszłym roku to pocięte pnie i gałęzie drzew, które pozostały po zeszłorocznym prześwietlaniu mojego ogrodu. Na powierzchni przecięcia umieściłam fragmenty moich grafik. Te drzewa towarzyszyły nam, ich słoje to również nasze ludzkie lata, kolejne lata życia w wybranym przez nas miejscu. Chciałam je w ten sposób jakoś uhonorować zanim skończą w kominku.
Najbardziej interesujący jest dla mnie ostatni etap z życia roślin – czas usychania, więdnięcia i rozkładu. Oczywiście dlatego, że jest również najbardziej dojmujący. Większość moich prac oscyluje wokół przemijania, melancholii i nostalgii związanej z upływem czasu.
Seria prac pod wspólnym tytułem „Hortus conclusus” to powiększone elementy roślinne z mojego ogrodu, znalezione jesienią, umieszczone na tle ściany z wykwitami pleśni, na popękanej strukturze, powierzchni ociekającej deszczem. To kruche piękno hortensji, cicha śmierć kwiatów, wyschłe liście funkii
z widoczną siatką konstrukcyjną, przemiana rośliny w organiczną tkankę. To cykl o kruchości istnienia, próba zatrzymania na chwilę tego co zmienne, nieuchwytne. Rośliny wymusiły na mnie inne prowadzenie dłuta, inny rodzaj cięcia. Wytrąciły mnie ze strefy komfortu. Unikam nadmiernego „opowiadactwa”, nie mam potrzeby zatrzymywania w jednym kadrze rozbudowanych historii. To bardziej liryka niż utwór prozą, a czasem maleńkie haiku.
Każdego roku przeżywam jesienne obumieranie ogrodu tak jakby proces ten był nieodwracalny. Potem z niecierpliwością czekam na wiosnę, na szczęście ten cud zdarza się co roku.
Od lat zwiedzam ogrody historyczne, botaniczne, jak się uda również prywatne, podróżując wyszukuję te enklawy spokoju. Ten ostatni cykl wpisuje się
w moje zainteresowania estetyką zmian związanych z przemijaniem, które zachodzą zarówno w tkance miejskiej jak i w przyrodzie.
Nie bez powodu temat ten pojawił się jako rodzaj wytchnienia zaraz po cyklu „Pejzaż uboczny” traktującym o pejzażu poprzemysłowym niekiedy apokaliptycznym. W pracach z tego okresu przewijał się pejzaż zdegradowany przez naszą ludzką roszczeniowość wobec natury.
Wszystko wokół nas się zmienia – materia, idee, nasza cielesność. Dla twórcy naturalnym odruchem jest próba uchwycenia czasu, zatrzymanie na chwilę przynajmniej jakiejś emocji. Świat,
w którym żyjemy staje się coraz bardziej nierealny. Szukamy schronienia przed inwazją świata zewnętrznego.
Człowiek i jego ogród to związek oparty na wzajemności, współdziałaniu z przyrodą. To jedna z najpiękniejszych aktywności człowieka. Ogród to jednocześnie miejsce odpoczynku od rzeczywistości zewnętrznej jak i miejsce pracy, twórczych działań. To przestrzeń fizyczna i duchowa. Człowiek jest tutaj jednocześnie twórcą i odbiorcą swojego „dzieła”. Pracując nad ogrodem staram się zamknąć w tej niewielkiej przestrzeni swój „wzór” ogrodu. Potrzebuję otulić się namiastką raju, czystej przyjemności. „Panuję” nad tym małym zakątkiem, zwabiam do niego ptaki i owady, to moja zielona mikroprzestrzeń zamknięta ścianą wysokich drzew, mój azyl.
Temat okazał się bardzo pojemny, rozwijał się w różnych kierunkach. Najpierw powstał cykl Giardino Segreto – prace inspirowane czy to utworem literackim – „Ogród o rozwidlających się ścieżkach” Borgesa z motywem labiryntu oraz „Noc w labiryncie” czy Rzymem i jego pompatycznością – „Ogród rzymski”.
Wiele lat temu zwiedzałam jedną z rezydencji Medyceuszy pod Florencją Willę La Petraia, zachwyciły mnie wyeksponowane w jej przestrzeni weduty Giusto Utensa przedstawiające kilkanaście posiadłości wraz z przyległościami – z ogrodami, lasami, polami. Wykorzystałam formę „lunety” do przedstawienia ogrodów wrocławskich. Pierwszy był „Ogród Laurentiusa Scholtza” powstały pod koniec XVI wieku w obrębie murów miejskich. Dzisiaj to obszar w samym centrum między ul. Kołłątaja a Mierniczą. Ogród niewielki, ale znany w Europie z nowych sprowadzanych ze świata roślin leczniczych i ozdobnych. Jego twórca, miejscowy humanista i aptekarz, stworzył przestrzeń, która była miejscem spotkań dla miejscowej elity.
W drugiej pracy znalazły się ogrody Ossolineum oraz zamknięte zielone przestrzenie w pobliskim klasztorze i dziedziniec uniwersytetu. Trzecia to założenia ogrodowe po drugiej stronie Odry – zamknięte ogrody klasztorne, biskupie oraz ogród botaniczny.
Instalacja, którą pokazałam w Galeriii ConcordiaDesign w zeszłym roku to pocięte pnie i gałęzie drzew, które pozostały po zeszłorocznym prześwietlaniu mojego ogrodu. Na powierzchni przecięcia umieściłam fragmenty moich grafik. Te drzewa towarzyszyły nam, ich słoje to również nasze ludzkie lata, kolejne lata życia w wybranym przez nas miejscu. Chciałam je w ten sposób jakoś uhonorować zanim skończą w kominku.
Najbardziej interesujący jest dla mnie ostatni etap z życia roślin – czas usychania, więdnięcia i rozkładu. Oczywiście dlatego, że jest również najbardziej dojmujący. Większość moich prac oscyluje wokół przemijania, melancholii i nostalgii związanej z upływem czasu.
Seria prac pod wspólnym tytułem „Hortus conclusus” to powiększone elementy roślinne z mojego ogrodu, znalezione jesienią, umieszczone na tle ściany z wykwitami pleśni, na popękanej strukturze, powierzchni ociekającej deszczem. To kruche piękno hortensji, cicha śmierć kwiatów, wyschłe liście funkii
z widoczną siatką konstrukcyjną, przemiana rośliny w organiczną tkankę. To cykl o kruchości istnienia, próba zatrzymania na chwilę tego co zmienne, nieuchwytne. Rośliny wymusiły na mnie inne prowadzenie dłuta, inny rodzaj cięcia. Wytrąciły mnie ze strefy komfortu. Unikam nadmiernego „opowiadactwa”, nie mam potrzeby zatrzymywania w jednym kadrze rozbudowanych historii. To bardziej liryka niż utwór prozą, a czasem maleńkie haiku.
Małgorzata Stanielewicz
Absolwentka Wydziału Grafiki ASP we Wrocławiu. Od wielu lat jest pracownikiem Domku Miedziorytnika, w którym mieszkał i pracował wrocławski artysta Eugeniusz Get Stankiewicz. Domek jest galerią oraz miejscem rezydencji artystycznych. Artystka wizualna, zajmuje się grafiką warsztatową – linorytem, tworzy instalacje na bazie grafiki, przez kilkanaście lat projektowała
i realizowała kolekcje mody unikatowej “Teatr mody” – z metalu, papieru, gumy, płyt CD itd., które prezentowała na ponad 150 pokazach w Polsce
i zagranicą m.in. w Teatrze Wielkim w Warszawie, na Biennale w Wenecji, na EXPO w Hanowerze, na targach Sippa w Paryżu, w budynku Sądu Najwyższego w Poitiers, w Centrum Scenografii Polskiej w Katowicach. Zajmuje się scenografią teatralną, kostiumem teatralnym, ilustracją, wystawiennictwem.
Absolwentka Wydziału Grafiki ASP we Wrocławiu. Od wielu lat jest pracownikiem Domku Miedziorytnika, w którym mieszkał i pracował wrocławski artysta Eugeniusz Get Stankiewicz. Domek jest galerią oraz miejscem rezydencji artystycznych. Artystka wizualna, zajmuje się grafiką warsztatową – linorytem, tworzy instalacje na bazie grafiki, przez kilkanaście lat projektowała
i realizowała kolekcje mody unikatowej “Teatr mody” – z metalu, papieru, gumy, płyt CD itd., które prezentowała na ponad 150 pokazach w Polsce
i zagranicą m.in. w Teatrze Wielkim w Warszawie, na Biennale w Wenecji, na EXPO w Hanowerze, na targach Sippa w Paryżu, w budynku Sądu Najwyższego w Poitiers, w Centrum Scenografii Polskiej w Katowicach. Zajmuje się scenografią teatralną, kostiumem teatralnym, ilustracją, wystawiennictwem.